Mateusz Mistarz znów bohaterem biało-zielonych, Orzeł wygrywa w Dobczycach

Mecz z Rabą Dobczyce zaczynał się w sobotę o 19:22, pora iście ligowa, a i oświetlenie obiektu w Dobczycach godne pozazdroszczenia. Piątoligowe spotkanie z Orłem też szczególnie elektryzowało lokalną społeczność, bowiem trybuna wypełniła się fanami obu drużyn, a sam mecz dostarczył sporo emocji, bo choć padł jeden tylko gol, to sędzia doliczył łącznie do obydwóch połów grubo ponad 20 minut i przez cały ten czas coś się działo!

Wszystkie te dodatkowe minuty przez przerwy w meczu spowodowane zadymieniem murawy i ograniczeniem widoczności po odpaleniu rac, co trzeba powiedzieć wyglądało szczególnie widowiskowo w nocnych okolicznościach przyrody. Jedno musimy jednak wypomnieć, petardy hukowe były niepotrzebne i to rzucone w sektor Orła, gdzie były też dzieci, kobiety, całe rodziny. Tak się nie robi, drugi incydent pominiemy, ale pewnie nie nam to rozstrzygać, my będziemy szanować wszystkich.

Na boisku natomiast wrzało od początku, mecz poprzedziło symboliczne podziękowanie za wykonany remont infrastruktury i oświetlenia, a później już tylko sportowe emocje i nieustępliwa walka. Pierwsza połowa choć wyrównana, to konkretniejsze sytuacje miała Raba Dobczyce. Strzał Szczepańskiego w poprzeczkę, raz świetnie nogą interweniował Igor Matoga w bramce Orła, a parę razy świetnie zareagowała defensywa myślenickiego zespołu, neutralizując szansę miejscowych na zdobycie gola.

Po stronie biało-zielonych w ofensywie próbował swoich szans Krzysztof Zając, niecelnie strzelał też Bartosz Kiełbus, a płuca w środku pola wypluwał Bartłomiej Gromala, dwojąc się i trojąc, wyrastając na zdecydowanie najlepszego zawodnika w ekipie Orła. Decydujący dla losów meczu moment miał miejsce w 54. minucie, gdy po stałym fragmencie gry piłka wróciła w pole bramkowe do Mateusza Mistarza, a ten ze stoickim spokojem przyjął futbolówkę i wpakował ją do siatki. Tak, ten Mateusz Mistarz. Popularny Mistee wrócił z emerytury, w obliczu defensywnych problemów i kontuzji zdecydował się pomóc i zagrał świetne zawody na środku obrony, dokładając do tego gola w takich okolicznościach - historia wręcz nieprawdopodobna do wymyślenia, a jednak prawdziwa!

Orzeł wyszedł na prowadzenie, a Raba ruszyła do ataku i miała swoje szanse. Znów świetnie na przedpolu zachował się Igor Matoga, co najmniej dwa razy ratując zespół. Na przeszkodzie miejscowym w doprowadzeniu do remisu drugi raz stanęło też obramowanie bramki, a Orzeł w drugiej połowie też miał więcej szans i zdecydowanie więcej razy kontrował, co przerywali rywale faulami i żółtymi kartkami. Za takie zagranie m.in. z boiska wyleciał Dudek w 80. minucie, ale do końca pozostawało jak się później okazało 26 minut, co z doliczonymi ośmioma do pierwszej połowy zrobiło z tego meczu szczególnie długie widowisko.

W tym fragmencie po kornerze świetnie strzelał Miłosz Rusek z półwoleja, ale tuż obok słupka. Szansę Adriana Ciślika wybronił golkiper Raby i to w świetnym stylu, natomiast dwie próby miał też Andrzej Flaga, debiutujący w Orle były gracz Topora Tenczyn, jednak raz rykoszet, a raz bramkarz Raby stanęli na przeszkodzie. Dobrą próbę Orłowcy stworzyli też Kirylowi Kyrylovi, jednak ten niepotrzebnie strzelał z ostrego kąta, bo zabrakło precyzji, a podanie wzdłuż bramki mogłoby dać szansę napastnikom na dołożenie nogi do pustej bramki.

Ostatecznie Orzeł zagrał na zero, wybronił tę złotą bramkę Mateusza Mistarza i przełamał ostatnią niemoc, gdzie mocni rywale nie dawali szans na zdobycie choćby punktu. To też dobry prognostyk przed dalszą częścią sezonu, a już w niedzielę 14 września nadanie nazwy stadionu Orła Myślenice im. Edwarda Łapy oraz mecz z Kmitą Zabierzów, jego start o 14:00.

Raba Dobczyce - Orzeł Myślenice 0:1 (0:0)
M.Mistarz 53

ORZEŁ: Matoga - Rusek, Mistarz, Kyrylov - Buraczek (88 T.Brózda), Moskal, Depta (78 Biela), Gromala, Wąsowicz (55 Flaga) - Zając (86 Ciślik), Kiełbus (88 Suder)